Ilustracja sondy kosmicznej z dużą białą anteną paraboliczną i wysięgnikami instrumentów na tle gwiazd i ciemnego kosmosu.

Voyager 2: sprytny trik NASA wydłuża misję sondy

Big Bang w kosmosie: inżynierowie NASA kupili Voyagerowi 2 kolejny rok życia

Prawie pół wieku od startu, sonda Voyager 2 wciąż mknie przez przestrzeń międzygwiazdową – ale jej zasilanie topnieje z każdym rokiem. Inżynierowie z Jet Propulsion Laboratory znaleźli sposób, by odzyskać cenne waty mocy i odsunąć w czasie wyłączenie kolejnego instrumentu naukowego. Operacja, nazwana żartobliwie Big Bang, ma zapewnić sondzie co najmniej rok dodatkowej pracy.

Wizja artystyczna sondy Voyager 2, która dzięki operacji „Big Bang” będzie mogła prowadzić badania przestrzeni międzygwiazdowej co najmniej o rok dłużej. Źródło: NASA/JPL-Caltech

Sonda, która nie chce się poddać

Voyager 2 wystartował w sierpniu 1977 roku i od tamtej pory pokonał ponad 21 miliardów kilometrów, stając się jednym z dwóch obiektów stworzonych przez człowieka, które opuściły heliosferę Słońca i weszły w przestrzeń międzygwiazdową – stało się to 5 listopada 2018 roku, gdy sonda znajdowała się w odległości niemal 120 jednostek astronomicznych od Słońca. Dziś Voyager 2 jest oddalony o ponad 143 jednostki astronomiczne, a sygnał radiowy potrzebuje niemal 20 godzin, by dotrzeć z sondy na Ziemię.

Sonda i jej bliźniaczka, Voyager 1, nie mają paneli słonecznych – tak daleko od Słońca byłyby bezużyteczne. Zamiast tego zasilają je radioizotopowe generatory termoelektryczne, które zamieniają ciepło powstające przy rozpadzie plutonu-238 na prąd elektryczny. Problem w tym, że zapas plutonu stopniowo się wyczerpuje, a każda z sond traci około 4 watów mocy rocznie. Po niemal pięćdziesięciu latach lotu margines energetyczny obu statków skurczył się do minimum.

Wyścig z gasnącą baterią

Od 2024 roku malejąca ilość dostępnej energii zmuszała zespół misji do wyłączania kolejnych instrumentów naukowych – na każdej z sond działało pierwotnie dziesięć urządzeń badawczych; część z nich wyłączono już wcześniej, ponieważ służyły jedynie podczas przelotów obok planet. Bez dodatkowej interwencji Voyager 2 musiałby stracić kolejny instrument jeszcze przed końcem 2026 roku.

Inżynierowie postanowili działać inaczej niż dotychczas. Zamiast wyłączać urządzenia pojedynczo, przeprowadzili skoordynowaną operację – jednocześnie wyłączyli część zasilanych podzespołów i zastąpili je odpowiednikami zużywającymi znacznie mniej prądu, przy okazji dbając, by sonda pozostała wystarczająco ciepła do dalszej pracy. Ryzyko było spore: zbyt gwałtowna zmiana konfiguracji mogła doprowadzić do przechłodzenia elektroniki, a każde polecenie wysłane z Ziemi wraca z potwierdzeniem dopiero po około 39 godzinach. Nie ma możliwości fizycznej naprawy ani wysłania części zamiennej – jedynym narzędziem zespołu jest łącze radiowe i dokładna znajomość sprzętu sprzed niemal pięćdziesięciu lat.

Operacja zakończyła się sukcesem. Zaoszczędzona energia ma wystarczyć, by trzy pozostałe instrumenty naukowe Voyagera 2 – mierzące między innymi pole magnetyczne i fale plazmowe w przestrzeni międzygwiazdowej – mogły działać co najmniej o rok dłużej, niż wcześniej zakładano.

Co dalej z bliźniaczymi sondami

Zespół misji planuje przeprowadzić identyczną operację na Voyagerze 1, który jest jeszcze bardziej oddalony od Ziemi niż jego bliźniak – prace mają się zakończyć w najbliższych miesiącach. Każda taka interwencja to wyścig z czasem: pluton rozpada się w tempie, którego nie da się zatrzymać, a ubytek mocy jest nieodwracalny.

Mimo to obie sondy wciąż dostarczają unikatowych danych o granicy Układu Słonecznego i przestrzeni między gwiazdami – regionie, do którego żaden inny instrument stworzony przez człowieka jeszcze nie dotarł. Wcześniejsze szacunki NASA mówiły, że przy odpowiednim gospodarowaniu energią przynajmniej jeden instrument mógłby pracować na obu sondach jeszcze w latach trzydziestych. Dzięki operacji Big Bang ten scenariusz staje się nieco bardziej prawdopodobny, choć inżynierowie zastrzegają, że po niemal pięciu dekadach w przestrzeni kosmicznej nieprzewidziane problemy techniczne wciąż mogą skrócić misję szybciej, niż pozwala na to sam zapas energii.

Historia Voyagerów pokazuje coś więcej niż tylko sprawność inżynierską – to dowód, że misja zaprojektowana pierwotnie na kilka lat lotu obok Jowisza i Saturna, dzięki uporowi kolejnych pokoleń inżynierów, wciąż pisze nowy rozdział eksploracji kosmosu niemal pięćdziesiąt lat po swoim starcie.


Źródła

Główne:

Kontekstowe:


Opracowanie: Agnieszka Nowak

Przewijanie do góry