Gdy fala ze Słońca sięgnęła Polski
W poniedziałek 19 stycznia 2026 roku, tuż po 14:38 czasu EST, Ziemię dosięgnęła fala cząstek i energii wysłana przez potężny wybuch na Słońcu. Wszystko zaczęło się dzień wcześniej od rozbłysku klasy X (X1.9) w aktywnym obszarze blisko centrum tarczy słonecznej, któremu towarzyszył ogromny koronalny wyrzut masy (CME) skierowany prosto w stronę naszej planety. To wydarzenie wywołało rzadką burzę promieniowania słonecznego klasy S4 oraz silną burzę geomagnetyczną G4, jakich nie widzieliśmy od ponad dwóch dekad.

Co się właściwie stało na Słońcu?
NOAA Space Weather Prediction Center poinformowało, że poziom promieniowania rejestrowany przez satelitę GOES-19 wzrósł do kategorii S4 – severe, czyli poważnej, na pięciostopniowej skali burz magnetycznych. To wartość wyższa niż podczas słynnych Halloweenowych burz z 2003 roku i najsilniejsza burza radiacyjna od tamtego okresu. Jednocześnie w chwili uderzenia czoła CME w ziemskie pole magnetyczne poziom zakłóceń geomagnetycznych osiągnął G4 (severe) – drugi najwyższy stopień, kojarzony z szansą na silne zorze daleko poza kołem podbiegunowym.
Sam koronalny wyrzut masy był wyjątkowo szybki: chmura plazmy przebyła dystans od Słońca do Ziemi w niecałe 25 godzin, podczas gdy typowe CME potrzebują na to od dwóch do czterech dni. Tak krótki czas dotarcia oznaczał, że w stronę Ziemi poleciał naprawdę energetyczny pocisk z korony słonecznej, a prognozy szybko zmieniły się z podwyższonej czujności w poważne ostrzeżenia dla sektora lotniczego, satelitarnego i energetycznego.
Jak działają skale S i G?
Żeby zrozumieć doniosłość tego wydarzenia, warto rozplątać dwa równoległe zjawiska, które często mylą się w doniesieniach medialnych.
NOAA stosuje oddzielne skale dla:
- burz promieniowania słonecznego (skala S1–S5 – Solar Radiation Storm),
- burz geomagnetycznych (skala G1–G5 – Geomagnetic Storm).
Burza S4 oznacza bardzo wysoki strumień energetycznych protonów, które mogą stanowić realne zagrożenie dla satelitów, astronautów i lotów na trasach okołobiegunowych. Z kolei burza G4 wiąże się z silnymi zaburzeniami ziemskiego pola magnetycznego, które odpowiadają m.in. za spektakularne zorze polarne, ale też za możliwe zakłócenia w sieciach energetycznych i systemach nawigacji. W styczniu 2026 roku obie te skale zazieleniły się na poważnie – mieliśmy jednocześnie S4 i G4, co jest rzadkim połączeniem.
Zorza nad Polską: noc, której długo nie zapomnimy
Spektakl od Bałtyku po Tatry
W przypadku tej burzy strefa zorzy przesunęła się wyjątkowo daleko na południe, obejmując nie tylko Skandynawię, lecz także całą Europę Środkową. Dla polskich obserwatorów oznaczało to jedną z najbardziej imponujących nocy z zorzami w nowożytnej historii – relacje i zdjęcia spływały z dosłownie całego kraju.
Media i obserwatorzy donosili o zjawisku m.in. z Pomorza, Wielkopolski, Mazowsza, Lubelszczyzny, Śląska, Małopolski oraz regionów górskich, a kolorowe łuny widziano zarówno na wiejskich polach, jak i nad centrami dużych miast. W wielu miejscach niebo przybrało intensywnie zieloną barwę z domieszką czerwieni i purpury, a charakterystyczne wstęgi i filary sięgały wysoko ponad północny horyzont, momentami zbliżając się do zenitu.
Godziny, kolory, wrażenia
Najlepsza widoczność nad Polską przypadła na późny wieczór i pierwszą połowę nocy z 19 na 20 stycznia – mniej więcej między 22:00 a północą czasu lokalnego. Raporty pojawiały się m.in. z okolic Poznania, Lublina, Gdańska, Krakowa a także z licznych mniejszych miejscowości, gdzie zanieczyszczenie światłem jest mniejsze. Co szczególnie niezwykłe, media podkreślały, że tłusta zorza była doskonale widoczna także w dużych aglomeracjach, gdzie zwykle miejskie oświetlenie skutecznie tłumi słabe zjawiska na niebie.
Miłośnicy astronomii i fotografowie uwiecznili nad Polską całe spektrum barw: od zielonej kurtyny, przez czerwone łuny, aż po fioletowe i różowe filary, dobrze widoczne na długoczasowych ekspozycjach. Jedna z relacji zarejestrowanych przez kamerę all-sky i udostępnionych w serwisie SpaceWeatherLive pokazuje, że pierwsze struktury zorzy nad centralną Polską pojawiły się już po 21:00, dojrzewając do maksimum mniej więcej godzinę później.
Z perspektywy mieszkańców Polski najważniejszym skutkiem ubocznym tej burzy była więc nie panika, lecz zachwyt – rzadka okazja, by autentyczną zorzę polarną oglądać z własnego podwórka, balkonu czy miejskiego parku.
Czy to było niebezpieczne?
Lotnictwo i astronauci
Dla pasażerów samolotów czy mieszkańców powierzchni Ziemi sama zorza jest zjawiskiem w pełni bezpiecznym – atmosfera i pole magnetyczne wykonują za nas całą tarczę obronną. Podwyższone ryzyko dotyczy głównie:
- lotów na trasach okołobiegunowych, gdzie rośnie dawka promieniowania kosmicznego dla załóg i niektórych pasażerów;
- astronautów przebywających poza ochronnym kokonem atmosfery, np. na orbicie okołoziemskiej.
Właśnie dlatego takie instytucje jak NOAA, NASA, linie lotnicze czy organizacje międzynarodowe monitorują na bieżąco silne burze radiacyjne, a w razie potrzeby zmieniają trasy samolotów lub wstrzymują starty rakiet. W styczniu 2026 r. wydano podwyższone ostrzeżenia dla lotnictwa i operatorów satelitarnych, choć nie odnotowano katastrofalnych skutków dla załogowych misji kosmicznych.
Satelity, GPS i sieci energetyczne
Znacznie bardziej wrażliwe na takie zdarzenia są systemy techniczne – zwłaszcza satelity i sieci przesyłu energii elektrycznej. Energetyczne cząstki i zmiany pola magnetycznego mogą:
- powodować błędy w elektronice satelitów, a w skrajnych przypadkach trwałe uszkodzenia;
- zakłócać łączność radiową na falach krótkich (HF), używaną m.in. przez lotnictwo i służby;
- wpływać na dokładność systemów nawigacyjnych, takich jak GPS, co bywa krytyczne w lotnictwie i transporcie morskim.
W ekstremalnych sytuacjach, gdy burza geomagnetyczna sięga poziomu G5, możliwe są także problemy z sieciami energetycznymi, jak słynna awaria w Quebecu w 1989 roku – choć tym razem operatorzy energetyczni byli uprzedzeni odpowiednio wcześnie, a infrastruktura została przygotowana na ewentualne przepięcia.
Dlaczego teraz? Maksimum cyklu 25
Słońce nie świeci zawsze tak samo spokojnie. Jego aktywność rośnie i spada w mniej więcej 11-letnich cyklach, którym towarzyszą zmiany liczby plam słonecznych, częstotliwości rozbłysków oraz koronalnych wyrzutów masy. Obecnie znajdujemy się w maksimum 25. cyklu słonecznego, które prognozowano na lata 2024–2025, z możliwym utrzymaniem podwyższonej aktywności w 2026 roku.
Seria rozbłysków i CME z połowy stycznia 2026 r. – kulminująca w omawianym zdarzeniu – jest więc naturalną konsekwencją tej fazy pobudzenia Słońca. Prognozy sugerują, że tak silne burze jak S4 mogą być nadal rzadkie, ale zdecydowanie nie można ich jeszcze wykluczyć w najbliższych miesiącach, zanim cykl zacznie stopniowo wygasać.
Dla obserwatorów nieba w Polsce oznacza to jedno: sezon 2024–2026 to ostatnie złote lata na polowanie na zorze polarne z własnego podwórka, zanim aktywność słoneczna opadnie i takie widowiska ponownie staną się rzadkością.
Źródła:
- Główne źródło: NOAA SWPC – komunikaty o burzy S4 i burzy geomagnetycznej G4 (19–20 stycznia 2026).
- SpaceWeatherLive – omówienie zdarzenia, parametry CME, czas dotarcia, Kp.
- ScienceAlert / CTV / WeatherNation – „najsilniejsza burza radiacyjna od ponad 20 lat”, kontekst globalny.
- Artykuły i serwisy polskie – relacje z Polski, zdjęcia i komentarze (Eska, Onet, Wprost, TwojaPogoda, TVP, lokalne portale).
- DW / inne serwisy zagraniczne – zasięg zorzy w Europie.
- Prace przeglądowe o pogodzie kosmicznej i wpływie na infrastrukturę.
Opracowanie: Agnieszka Nowak
