Słońce obudziło się z drzemki
Jeszcze w 2023 roku naukowcy z NASA i NOAA spierali się co do siły 25. cyklu słonecznego. Jedni wieszczyli spokój, inni ostrzegali przed burzą. Dziś, patrząc wstecz z perspektywy stycznia 2026 roku, wiemy już, kto miał rację. Rok 2025 przyniósł maksimum aktywności słonecznej, które okazało się silniejsze i bardziej gwałtowne, niż przewidywała większość modeli.

Dla astronomów był to czas wytężonej pracy i ciągłych alertów o rozbłyskach klasy X. Dla zwykłych obserwatorów – rok, w którym zorza polarna przestała być ekskluzywną atrakcją Skandynawii, a stała się gościem w ogrodach w całej Polsce.
Listopadowa Noc Świateł
W pamięci wszystkich obserwatorów nieba na długo pozostanie wydarzenie z listopada 2025 roku. Słońce, znajdujące się w fazie swojego maksimum aktywności, wyemitowało serię potężnych rozbłysków klasy X, którym towarzyszyły gęste koronalne wyrzuty masy (CME). Chmury naładowanych cząstek, pędzące w stronę naszej planety z prędkością przekraczającą 1500 km/s, uderzyły w ziemską magnetosferę, wywołując silną burzę geomagnetyczną.
Wydarzenie to, choć nie sparaliżowało globalnej infrastruktury, przyniosło niesamowite efekty wizualne. Dzięki sprzyjającym warunkom, w nocy z 7 na 8 oraz z 11 na 12 listopada 2025 roku, nad Polską rozpostarły się niezwykle intensywne zorze polarne. Mieszkańcy niemal całego kraju mogli podziwiać niebo mieniące się odcieniami głębokiej purpury i neonowej zieleni, co w naszych szerokościach geograficznych wciąż pozostaje zjawiskiem wyjątkowym.
Zjawiska te były kulminacją aktywności 25. cyklu słonecznego, przypominając nam o potędze naszej gwiazdy i jej bezpośrednim wpływie na ziemską technologię oraz estetykę nocnego nieba.
Było to zjawisko porównywalne ze słynną burzą z maja 2024 roku, ale o jeszcze większym zasięgu wizualnym. Zorze polarne były widoczne nie tylko nad Bałtykiem, ale sięgnęły aż do Tatr, a raporty o czerwonym niebie napływały nawet z Włoch i Hiszpanii.
To, co widzieliśmy w 2025 roku, to dowód na to, jak nieprzewidywalna jest nasza gwiazda. Słońce w szczycie cyklu potrafi zmienić noc w dzień, a nasze technologie satelitarne muszą być na to gotowe – podsumowują heliofizycy w rocznym raporcie ESA.
Starlinki w opałach i radiowy blackout
Piękno na niebie miało jednak swoją cenę. Rok 2025 był koszmarem dla operatorów satelitarnych. Gęstniejąca pod wpływem promieniowania atmosfera Ziemi zwiększyła opór aerodynamiczny na niskiej orbicie (LEO).
W minionym roku byliśmy świadkami kilku incydentów, w których nowo wystrzelone satelity konstelacji internetowych miały problemy z osiągnięciem docelowych orbit. Dochodziło też do licznych zakłóceń w komunikacji radiowej na falach krótkich (blackouty), co momentami utrudniało nawigację lotniczą nad Atlantykiem.
Co nas czeka w 2026?
Choć szczyt aktywności (tzw. Solar Max) mamy już prawdopodobnie za sobą (przypadał on na przełom 2024/2025), Słońce nie powiedziało jeszcze ostatniego słowa. Faza spadkowa cyklu często charakteryzuje się mniejszą liczbą plam, ale za to występowaniem potężnych, pojedynczych strzałów. Dlatego w 2026 roku wciąż możemy liczyć na spektakularne zorze nad Polską, choć będą one rzadsze niż w ubiegłym, rekordowym roku.
Warto patrzeć w niebo – rok 2025 udowodnił, że kosmos jest bliżej nas, niż myślimy.
Źródła informacji:
- NOAA Space Weather Prediction Center: „Solar Cycle 25 Progression Update” (dane historyczne za 2025).
- NASA Solar Dynamics Observatory: „Top Solar Flares of 2025”.
- Polskie Towarzystwo Miłośników Astronomii (PTMA): „Raport z obserwacji zórz polarnych w Polsce w 2025 roku”.
Opracowanie: Agnieszka Nowak
